Samotność na scenie: „Samotność pól bawełnianych” (cz. 3)

oczywiście że nie ma miłości
nie ma
i nigdy nie było
nawet to
cośmy robili
w żaden sposób
nie zahacza o termin miłość [1]

Ostatni, złożony wyłącznie z uczuć obraz, sama istota samotności, nić bawełny.

Plakat przedstawia scenę ze spektaklu: dwóch mężczyzn w garniturach krzyczących do mikrofonów. Ten obraz ma mówić wprost, bez żadnego symboliczno-teatralnego kodu. Jakby krzyczał: ludzie, nie wchodzicie do sali bezkarnie, spektakl, którego będziecie świadkami nie znosi kompromisów, wkroczy w waszą sferę intymną, do uszu, do oczu, do nosa. Choćbyście nawet tego nie chcieli, choćbyście bronili się rękami i nogami.

Rzeczywiście, na widowni ogłuszająca klubowa muzyka. Hałas pochłania, wyrywa z prywatności, jednoczy ze swoim rytmem. Na scenie dwaj elegancko ubrani mężczyźni. W czarnych garniturach i białych koszulach, wykonują dziki pokaz wyrzucania z siebie najgorszych emocji, prowadzą ze sobą walkę o uwagę widzów. Za nimi zespół muzyczny złożony z chłopaków ubranych w pasiaste bluzki, tworzy ogłuszające tło melodyczne dla ich występu. Po chwili gra instrumentalistów staje się nieco cichsza, mężczyźni przestają tańczyć. Zbliżają się do mikrofonów, wypowiadają swoje kwestie bardzo nienaturalnie, melorecytują, jakby mówienie sprawiało im trudność. Ich dialog dotyczy niejasno określonej transakcji. To Dealer i jego Klient. Mężczyźni starają się za wszelką cenę zataić co jest przedmiotem rozmowy. Stosują mało zrozumiały, pełen metafor, w dodatku tonący w morzu muzyki, język. Jednak mimo tego ich zachowanie niesie bardzo konkretne, niekoniecznie trafne skojarzenia. Pomiędzy Kupującym a Sprzedającym tak naprawdę w żadnym momencie spektaklu nie dochodzi do prawdziwego dialogu. Każdy z nich odrębnie jest wyalienowany, zagubiony w szumie współczesnego świata, uwięziony w formie garnituru. Klient w pewnym momencie próbuje go z siebie zrzucić. Staje przed nami zupełnie nagi, bezbronny, prawdziwy. Dealer okrywa go swoją marynarką. To jedyny gest czułości, jaki możemy ujrzeć podczas całego przedstawienia. Ludzka natura usiłuje przebić się w ich spazmatycznych ruchach, przenikliwym krzyku, szaleńczym wyrazie twarzy, nieopanowanym śmiechu, a raczej wynaturzonym rechocie. Taki teatr jest brutalny, ale jednocześnie bardzo prawdziwy. To nawet nie sztuka, ale poetycki slam. Dealer i Klient szukali na scenie bliskości, ale nie jest ona rzeczą, nie można jej kupić, ani wycenić. Dlatego też nie znaleźli jej. W finałowym momencie przedstawienia mężczyźni dziko rzucają się na siebie, usiłują wytworzyć jakieś uczucie, jednak ich kontakt jest wyłącznie fizyczny. Realne życie wygląda podobnie. Odreagowując stres, ludzie przesiadują w nocnych klubach, gdzie nie ma miejsca na jakiekolwiek bliskie relacje. Panuje tylko duszne pożądanie, otępienie, wszechobecny seks. Poprzez spektakl przewija się boleśnie powtarzane hasło: ,,Nie ma miłości”. W jednej ze scen aktorzy odwracają się tyłem do publiczności, a na dużym ekranie zostaje wyświetlony film pełen erotycznych, wręcz perwersyjnych obrazów. Widzowie powoli zaczynają zdawać sobie sprawę, że już nic nie może ich oburzyć, zaszokować, poruszyć w jakikolwiek sposób. Współczesna rzeczywistość do tego stopnia przesiąkła brakiem poszanowania dla ludzkiego ciała, moralności, wreszcie wszelkich uczuć. Aktorzy nieustannie każą widzom wpatrywać się w siebie, poszukują w ich oczach zrozumienia, pozostawiają w ich umysłach bardzo intensywne wrażenia. Spektakl kończy, najbliższa prawdziwej rozmowie wymiana zdań pomiędzy bohaterami, złudzenie bliskości, wtórne, taneczne szaleństwo.

Reżyserem ,,Samotności pól bawełnianych”, podobnie jak ,,Hamleta”, jest Radosław Rychcik. ,,Samotność…” była jedną z pierwszych realizowanych przez niego sztuk, dlatego łatwo dostrzec w niej zamęt, momentami zbytnie nagromadzenie wyrazistych środków, mało przejrzysty przekaz. Jednak cechy te nie wpływają negatywnie na odbiór przedstawienia, ponieważ uwidaczniają jednocześnie zawarty w nim bunt przeciwko samotności, młodzieńczy zapał, czyste emocje. Autorem tekstu, na podstawie którego, powstał spektakl, jest Bernard-Marie Koltès. Dramat Francuza stanowi manifest jego stosunku do świata. Sam, jako homoseksualista, dobrze wiedział czym jest wyobcowanie. Pisał o nim wiarygodnie.

,,Samotność” Rychcika zmusza, by na nią patrzeć, by poczuć ją wszystkimi zmysłami oraz zapamiętać.

W teatrze jest duszno od zapachu samotności. Mąci on myślenie, przytłacza ducha, odbiera twórczą inspirację. Twórcy i widzowie mogą stanąć z nią w otwartej walce tylko bez broni, gdzie jedynie żar uczuć potrafi ją odegnać. Jakby samotność chciała pokazać, że sama w sobie również jest sztuką i bez niej staniemy się nieobecni. Więc może fikcja i życie, to jedno i to samo? Jeżeli ktoś nie posiada już w sobie uczuć, to co mu pozostaje? Tylko nieustający krzyk, tylko gorzki śmiech, tylko szaleńczy taniec i tylko… układanie przed sobą małych figurek zwierząt, albo ,,leżenie plackiem” na plaży, jak w kieleckiej wersji ,,Jądra ciemności”.

Patrycja Ogłaza

Bernard-Marie Koltès

Bernard-Marie Koltès


[1] Świetlicki Marcin, 79

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s