Samotność na scenie: „Hamlet” (cz. 2)

Klasyka ukrywa swoje sensy pod grubą warstwą stereotypów, interpretacji, odwołań historycznych, powtarzalności. By się od nich uwolnić, zharmonizować ze współczesną wrażliwością, odsłonić uniwersalność, musi prowokować. Musi. Taki jest właśnie ,,Hamlet” w reżyseria Radosława Rychcika.

hamlet

Czarno-biały plakat przedstawia lewy profil młodego mężczyzny. Na jego twarzy rysuje się zaduma. Być może to Hamlet. Postać mająca stanowić niejako kwintesencję spektaklu, sprawia wrażenie bardzo pospolitej, albo inaczej mówiąc, uniwersalnej. Szary anonim zatrzymany w biegu dni.

Na rozświetlonej scenie, przed długą, opierającą się o ziemię kurtyną, stoi dwóch mężczyzn w czarnych garniturach. Palą papierosy, jeden z nich bezgłośnie opowiada coś swojemu towarzyszowi, na sali słychać tylko szum rozmów zajmujących powoli swoje miejsca widzów. Atmosfera oczekiwania. Aktorzy nie zwracają uwagi na obecność publiczności. Robi się coraz ciszej. W tle pojawia się transowa muzyka. Z każdym słowem bruneta w przeciwsłonecznych okularach daje się odczuć postępujące zagrożenie. Zapada ciemność, akcja zostaje przerwana.

Nagle w snopie światła, przy dźwiękach fortepianu, pojawia się elegancki komik we fraku, cylindrze i białych rękawiczkach. Jest pełen gracji i humoru. To Yorick. Dzisiaj klasycznego ,,być albo nie być” nikt nie wypowie, bo ten świat jest śmiechu wart. Choć usta Yoricka zastąpiła szczelina w czaszce, a żarty przybrały czarną barwę, śmiejmy się. Śmiechem można przecież zdemaskować najobrzydliwsze zbrodnie, trzęsąc się ze śmiechu łatwiej zapomnieć o tym co nieuniknione. Nadworny komik widział wszystko. Jest głosem sumienia, obiektywnym obserwatorem, prawdą, z którą nie można się pogodzić. Postać Yoricka gra ten sam aktor, który już niebawem wcieli się w rolę scenicznego Hamleta. Taki zabieg podkreśla, że komika całkowicie wypełnia żal, jaki książę żywi wobec świata. Hamlet, ,,jako jego uczeń”, po śmierci mistrza, musi niejako kontynuować rozpoczęte przez niego dzieło. Yorick naprawiał świat słowami, przyszły król Danii ma naprawiać go czynem. Yorick trzyma fason, Yorick gra główną rolę, Yorick – mistrz zabawy słowem i życiem w jednym. Yorick pozostał sam. Czy na zamku w Elsynorze ktoś o komiku pamięta? Dźwięki fortepianu ustają. Światło gaśnie.

Zewsząd dobiegają jęki i zawodzenia, rozbrzmiewa niepokojąca melodia. Kurtyna zostaje rozsunięta. Ukazuje się przerażający obraz: bohaterowie dramatu w nienaturalnych pozach, jakby czymś opętani jedni w napadzie drgawek, inni uderzający głowami o stół, zanoszą się histerycznym płaczem. Wszyscy znajdują się po jednej stronie długiego, pokrytego białymi obrusami stołu. Tak na duńskim dworze wygląda żałoba po śmierci króla. Tak wygląda cały układ stosunków pomiędzy członkami rodziny Hamleta oraz związanymi z nią osobami. To rodzina, w której nie ma miłości, nie ma wzajemnego zainteresowania, nie ma nawet szacunku. Panuje egoizm i pozory. Za plecami żałobników, na tylnej ścianie sceny, widać wypchane zwierzęta. Jednoznaczny symbol okrucieństwa i  manieryzmu bohaterów, a także ich uwięzienia w okowach własnego fałszu. Wypchany zwierz – ozdoba arystokratycznych domów, pozbawiony życia, lecz wypchany czymś, co pozwala mu zachować pozór prawdziwego kształtu. Podobnie wszelkie wartości w rodzinie Hamleta, zastąpił martwy puch. Wszelkie kwestie bohaterowie wygłaszają w przestrzeń, wykrzykują, wypluwają. Wszystkie postacie są samotne. Sztuczne zachowanie oraz agresja to tak naprawdę skutki tłumienia emocji, rozpaczliwe próby zwrócenia na siebie uwagi, zbudowania relacji z innymi. Niestety kłamstwo, w którym zamknęli się bohaterowie dramatu, nie pozwala im na dokonanie jakichkolwiek zmian. Z każdą chwilą nieuchronnie zbliżają się do katastrofy. Zbyt długie ograniczenie wolności podburza ich do nieobliczalnych czynów, niełatwo zachować zdrowy rozum, kiedy zarówno własna psychika, rodzina i państwo wywołują przytłaczające odczucie uwięzienia. Postępowaniem bohaterów kierują niskie pobudki: żądza władzy, chęć zemsty, pragnienie życia w nieświadomości. Prowadzą ze sobą nieustanną walkę konfrontujących się pokoleń. Młodzi obserwują poczynania swoich rodziców i nie odpowiada im wyznawany przez nich model życia. Pragną zmian. Niestety nie są wystarczająco silni, ich natura powoli zaczyna ulegać zepsuciu w potoku wypowiadanych słów, w morzu zatajonych spraw, w Danii. Czy w takim państwie ma szansę przetrwać cokolwiek dobrego?

Matka Hamleta – Gertruda sprawia wrażenie wiecznie ukrytej pod maską sztucznego, wręcz przerażającego śmiechu, obojętności wobec syna, złudzenia szczęśliwości. Zwracając się do księcia, nigdy na niego nie patrzy, jakby obawiała się jego oskarżycielskiej postaci. W scenie, gdy rozżalony Hamlet pragnie poruszyć jej sumienie nie jest już  jednak tą samą osobą. Nie może już  znieść przepełniającej ją ohydy, która wywołuje odruch wymiotny – niewiele jednak znaczący, bo fizjologiczny. Aktorka w spektaklu ma na sobie długą suknię, z odkrytymi plecami. Taki kostium niesie jednoznaczne skojarzenia dotyczące jej roli wobec Klaudiusza. Gertruda nieustannie trzepocze sztucznymi, białymi rzęsami, porusza się z przesadną gracją, jak gdyby przez cały czas musiała przed kimś występować, kogoś udawać. Jednak tak naprawdę jej zachowanie nie jest niczym nadzwyczajnym ani szczególnie złym. Gertruda nagle straciła męża, jej syn został pozbawiony ojca, Dania króla. Matka Hamleta zatraciła zdolność do faktycznej oceny sytuacji, właściwy system moralny, pozostała sama, rozdarta emocjonalnie pomiędzy powinnościami matki, królowej, bratowej, kochanki.

Klaudiusz – czyli nowy król. Każde jego słowo niczym rozkaz jaśniejące mądrością i rozsądkiem jest wypowiadane tonem dobrotliwym, z szerokim uśmiechem na nalanej tłuszczem twarzy. Kochający brat, po śmierci króla Hamleta zaopiekował się biedną wdową. Szlachetny stryj usynowił potomka nieboszczyka. Tak naprawdę to odrażająco fałszywy i okrutny morderca. Obelżywy prostak traktujący Gertrudę jako należną mu własność, z lubością oblizujący jej palce w zastępstwie pocałunku. Wydaje się, że to maska. W rzeczywistości Klaudiusz to niski, otyły mężczyzna, zabawnie uderzający pięścią w stół, kiedy chce udowodnić swoją wyższość. Zakompleksiony człowiek. Wystarczy na chwilę postawić się w sytuacji Klaudiusza, by zrozumieć co kierowało nim, kiedy wlewał truciznę do ucha króla Hamleta. Przez całe życie stał w cieniu brata, czuł się gorszy, niesprawiedliwie potraktowany przez los. Wraz z wiekiem pragnienie odwetu wzrastało w nim, dojrzewało. Nie chciał już dłużej być osamotniony. W scenie gdy Hamlet, usiłuje zdemaskować stryja, zapraszając wszystkich do gry w filmowe kalambury[1], strach zmusza go do opuszczenia pozostałych uczestników w trakcie zabawy. Kurczowo trzyma się dopiero co zdobytego tronu. Aby wymazać wszelkie dotyczące go podejrzenia, chce wysłać Hamleta do Anglii, gdzie za sprawą spisku ma zostać zamordowany. Cały czas działa w afekcie, nie spodziewa się, że zbrodnia zaprowadzi go do więzienia, jakim jest sumienie.

Ostatni z przedstawicieli starszego pokolenia to Poloniusz – ojciec Laertesa i Ofelii. Jest fałszywym lizusem, pragnącym za wszelką cenę przypodobać się królowi. To przepełniony agresją egoista, dbający wyłącznie o własną opinię. Biały garnitur  i gładko przylegające do czaszki włosy przewrotnie podkreślają jego charakter. Czy są w nim ślady prawości? W sztuce nie pojawia się jego żona. Samotnie wychowuje dwójkę, już prawie dorosłych, dzieci. Być może nie potrafi pogodzić się z nieuchronnie nadchodzącą samotnością. I właśnie dlatego z niechęcią godzi się na wyjazd Laertesa do Francji oraz znajomość Ofelii z Hamletem. Chociaż wysyłanie za synem szpiega w postaci Reynalda[2], a także okłamywanie córki, to już zdecydowanie przesada. Poloniusz musi być naprawdę zdesperowany. Nieskuteczność jego poczynań została bardzo ciekawie przedstawiona w scenie, podczas której publiczność staje się jednocześnie świadkiem dwóch wydarzeń. Po prawej stronie, widzowie obserwują Poloniusza, klękającego tyłem do Reynalda i błagającego swego sługę o nadzór nad synem, natomiast po prawej Ofelia fotografuje nagiego Hamleta. Starania nadopiekuńczego Poloniusza na nic się zdały. Więzieniem staje się dla niego nieumiejętność nawiązywania relacji z ludźmi, dostrzegania ich wartości, dzielenia się. Ginie zastrzelony przez Hamleta, kiedy ukryty za stołem, na polecenia Klaudiusza podsłuchuje rozmowę księcia z matką.

Gildenstern i Rozenkranc, koledzy Hamleta z uniwersytetu w Wittenberdze. W inscenizacji Rychcika zostali przedstawieni jako dwie prostytutki, które podobnie jak Poloniusz, mają śledzić księcia. Występują w obcisłych, krótkich sukienkach z dziewczęcymi, zaokrąglonymi kołnierzykami. Zachowują się wyzywająco, wręcz wyuzdanie. Z łatwością wodzą za nos niedoświadczonego Hamleta. Przedstawiają się jako ulubienice fortuny. Czy życie w nierządzie jest dla nich jednoznaczne z wolnością? Czy mają wybór? Upadłe kobiety budzą litość, płaczą wraz z Hamletem nad marnością ludzkiego losu. Jedna z nich pociesza go we właściwy dla siebie sposób. Później, gdy pojawia się aktor ze sceny kalamburów, wspólnie z Hamletem nakłaniają go do latania. Aktor jest ubrany tak samo jak książę. Ma zapewne stanowić lustrzane odbicie Hamleta, utopijnie marzącego o innym lepszym świecie, wzniesieniu się ponad przeciętność. Pomimo usilnych prób, pomimo jasno wydanego polecenia ,,Lataj, lataj, lataj.”, zmuszany także przez Ofelię, ostatecznie nie unosi się w powietrze. To niemożliwe. Ucieka, podobnie jak Hamlet, który, kiedy zrozumie, że nie jest zdolny odmienić otaczającej go rzeczywistości, ucieknie się do zabójstwa. Książę traktuje Rozenkranca i Gildensterna jak przyjaciółki. Niestety zostaje oszukany przez zepsuty świat dorosłych, bo nawet one są ich wysłanniczkami.

Jedyną osobą, z którą książę może szczerze porozmawiać, jest Horacjo. Postać przyjaciela Hamleta przewija się przez cały spektakl. Na scenie pojawia się ubrany w czarny garnitur, a jego znakiem rozpoznawczym są przeciwsłoneczne okulary, których nie zdejmuje ani na chwilę. Rekwizyt ten podkreśla autentyczność Horacja, jako przyjaciela księcia. Wszyscy pozostali bohaterowie dramatu, pomimo uwikłania w plątaninę kłamstw, bez wstydu patrzą nam prosto w twarz. Natomiast Horacjo, który nie ma sobie nic do zarzucenia, nie może bezpośrednio oglądać świata do cna przesiąkniętego fałszem, dlatego też, nosi okulary. Kostium natomiast, sugeruje jego dojrzałość, jest adekwatny do wieku. Horacjo mówi niewiele. Pozwala Hamletowi wyżalić się, ale przecież czasami właśnie to pomaga najbardziej. Nie udziela mu rad. Jednak przez cały czas jest przy nim. Na dworze duńskim na pewno głęboko odczuwa swoje wyobcowanie. Być może przypuszcza, że samotność to jego dożywotni wyrok.

Laertes – niemal dorosły mężczyzna, a jednak odziany w przykrótkie spodenki oraz podkolanówki. Wygląda zabawnie, wręcz groteskowo. Zupełnie zwyczajny młodzieniec, opiekuńczy wobec siostry, ceniący swego ojca, pragnie poznania wielkiego świata, wyrwania się z duńskiego więzienia. Na zamku w Elsynorze nie ma miejsca dla uczuć. Kiedy przed swoim wyjazdem ostrzega Ofelię, aby nie angażowała się zbyt w znajomość z Hamletem, ponieważ jego rzekoma miłość może być przelotna, wspólnie śmieją się z zalotów księcia. W ich śmiechu przebija gorzka ironia. Laertesowi, dzięki wyjazdowi, prawie udało się zyskać wolność. Niestety pragnienie zemsty po śmierci ojca zmusi go do powrotu.

Ofelia – ukochana Hamleta. Niezbyt piękna, niezbyt mądra, ot, prosta dziewczyna. Stara się, jak najlepiej, spełniać obowiązki córki, ale jednocześnie pociągają ją doświadczenia związane z pierwszym zauroczeniem. Na scenie pojawia się w nieodpowiedniej dla swojego wieku, dziecinnej sukience. Winę za to ponosi Poloniusz, który nie chce pozwolić swoim dzieciom dorosnąć. Uczucie, jakie Ofelia żywi do Hamleta, jest szczere i silne. Dziewczyna zachowuje się w stosunku do niego z charakterystyczną dla siebie naiwnością i spontanicznością. W scenie gdy chłopak nie mogąc pogodzić się z postępowaniem matki, kieruje do ukochanej wyrzut za wszelkie zło, jakie jego zdaniem niosą ze sobą kobiety, Ofelia zaczyna nieopanowanie płakać, zupełnie jak mała dziewczynka. Na szczęście po chwili Hamlet zdaje sobie sprawę z niesprawiedliwości osądu, przeprasza ją i mocno przytula. To jedna z niewielu scen w spektaklu, w której udało się przetrwać prawdziwym relacjom i emocjom.

Ofelia jest bardzo delikatna i łatwo ją zranić. Po śmierci ojca traci rozum. Przechadza się po scenie maniakalnie układając kostkę Rubika, jakby wierząc, że wszystko się jeszcze ,,ułoży”. Niedługo potem, według relacji Gertrudy, podczas zrywania kwiatów topi się w rzece. To bardzo smutne zakończenie historii dziewczyny. Wśród bohaterów dramatu, tylko Ofelii udało się w tak piękny sposób opuścić swoje więzienie i nie doznać samotności. Niewinna, zginęła z własnej woli, w zgodzie z naturą. Zastanawiające jest, dlaczego jej śmierć nie została pokazana na scenie. Przecież w ,,Hamlecie” Rychcika nawet kurtyna zdaje się być przesiąknięta krwią. Taki zabieg miał zapewne na celu uwidocznienie nieskazitelności duszy Ofelii. Dziewczyna nie umarła, ona odeszła, znikła.

Hamlet – postać tytułowa, ale czy najważniejsza? Niekoniecznie. Radosław Rychcik uczynił z niego rozwydrzonego dzieciaka, pragnącego za wszelką cenę, zwrócić na siebie uwagę. W krótkich spodenkach na szelkach oraz podkolanówkach książę sprawia wrażenie przerośniętego chłopca. Marzyciel, skłonny do refleksji nad życiem i śmiercią, idealista nie ma charakteru. Jest po prostu ideą. Właśnie dlatego każdy z nas w jakimś stopniu może się z nim identyfikować. Jego serce było zbyt kruche, by przetrwać w okrutnym świecie. Nie mógł patrzeć na otaczające go zło, brud, fałsz. Krzyczał rozpaczliwie, tarzał się po ziemi przed Gertrudą, płakał choć to niemęskie, lecz nikt go nie słuchał. Stracił wszystko, co było mu najdroższe: ojca, ukochaną, właściwie też matkę, a przede wszystkim wiarę w ludzką moralność. Nie był w stanie sprostać zadaniom, jakie na niego spadły. Jako książę powinien porzucić żałobę i reprezentować Danię. Hamlet jednak nie czuł się na to gotowy. Można powiedzieć, że wydarzenia jakie przeżył, w pewnym sensie cofnęły go w rozwoju. Wiedział, że niszczycielska machina poruszona przez Klaudiusza już nigdy się nie zatrzyma, dlatego postanowił wytępić całe to robactwo – duński dwór.

Niedługo przed zakończeniem spektaklu, podchodzi do Klaudiusza, który wyjada mięso z głowy jelenia. Karze płakać królowi nad śmiercią brata. Podstawia mu mikrofon, aby wszyscy mogli to usłyszeć. Natomiast w finałowej scenie, pojawia się w sukience Ofelii, z pistoletem oraz kwiatami w ręku. Gertruda podbiega do niego przerażona, ponieważ wie, że jej syn właśnie postradał zmysły. Dopiero teraz go zauważa. Laertes stara się ją odciągnąć. Jego uścisk okazuje się niestety zbyt silny, uduszona kobieta pada na ziemię. Hamlet kieruje strzał w stronę Klaudiusza. Starsze pokolenie umiera, ale czy wraz z nim drzwi duńskiego więzienia zostaną otwarte, czy łańcuchy zniewolenia pękną, czy dłonie nareszcie będą mogły się połączyć? Niewiadomo. Hamlet i Laertes zbliżają się do siebie i pochylają nad Gertrudą. Ten gest niesie ze sobą nadzieję.

Przed nimi pojawia się Horacjo. Świadek i klamra zamykająca występ. To on był jednym z rozmówców rozpoczynających przedstawienie.

Pośród nieustającej muzyki Hamlet wybrał ,,być”.

Kurtyna zostaje zasunięta, a samotność? Samotność znika. Lecz nikt nie wie gdzie i czy na długo,  i czy na pewno…

Patrycja Ogłaza


[1] filmowe kalambury – scena odpowiadająca szekspirowskiej ,,pułapce na myszy”

[2] Reynaldo – postać wprowadzona do spektaklu przez R. Rychcika

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s