Samotność na scenie: „Jądro ciemności” (cz. 1)

Jako że nie masz innej prawdziwej niesprawiedliwości na tej ziemi poza niesprawiedliwością ziemi samej, wyjałowionej mrozem lub wyjałowionej skwarem (…)[1]

Samotność powoli snuje się ulicami. Za dnia pełza przy ziemi, jakby oślepiona światłem i spłoszona ciepłem, których nie znosi. Pośród czerni nocy unosi się i zasnuwa gęstą mgłą wilgotne dachy budynków, drzewa oraz małe zwierzątka… A także ludzi. Przeżarte nią powietrze zatruwa im myśli i uciska serca. Niepostrzeżenie przenika pomiędzy kratami więzień umysłu i ciała, by uświadomić swoje ofiary. Oblepia na całej powierzchni jednostki o wyostrzonych zmysłach, zbuntowanych, dobrze widocznych w ciemnościach. Upaja się widokiem dzikich i szalonych, doprowadzając ich do granic własnej wytrzymałości psychicznej. Odnajduje wszystkich, których dzielą od świata choćby najdrobniejsze różnice. Nie można jej uosobić, ponieważ straciłaby przez to całą swoją istotę. Myślę o niej, stojąc na skrzyżowaniu ulic w towarzystwie starych kamienic, migoczących świateł samochodów oraz dziesiątek, setek, tysięcy obcych ludzi. Próbuję patrzeć im w oczy, napotykam jednak tylko martwe spojrzenia, obojętne twarze, odwrócone głowy. Gdzieś tam, u szczytu głównej ulicy, albo w wyobraźni, słyszę dziwaczną muzykę, histeryczne krzyki, ustalone kroki. Oto znaleźli się śmiałkowie, którzy wkraczając na scenę, ważą się na to, by o niej mówić, by ją naśladować, by utożsamiać się z nią. Albo, albo… może nawet spróbować zamknąć oczy przed jej widokiem?

Białe tło, na nim mapa pogrążonego w ciemności świata – plakat informujący o spektaklu ,,Jądro ciemności”. Ogromna, pusta przestrzeń – miejsce Afryki. Ten wymowny obraz wytrąca ze schematów, niepokoi, budzi różnorakie interpretacje. Zacofana, ,,ciemna” Afryka,  jądro ciemności, ciemna skóra rdzennej ludności Konga, tutaj zostały spowite w biel, zlały się z barwą mórz i oceanów. Czysta Afryka, tak czysta, że staje się niewidoczna – zapomniana? Cywilizowany świat kontrastuje z jej pustką. Jednak nie wygląda ani dumnie, ani mądrze, ani władczo. A gdzieś tam, we mgle, snuje się Kurtz, który jest Bogiem. Bogiem w swojej samotności. Bogiem, którego nie ma.

Foyer teatru. Aktorzy, siedząc w eleganckich pozach na kanapie, ubrani są w garnitury, trzymają ozdobne szklanki w dłoniach, są na konferencji o sytuacji ludności w Afryce. Mówią o niewyobrażalnym wymiarze okrucieństwa, jakiemu, przez wieki, byli poddawani mieszkańcy tego kontynentu. Mówią pięknie, wzniośle, pełni zapału i odwagi. Mówią, mówią…  Chcą poruszyć świadomość słuchaczy. W trakcie spektaklu wstępują na widownię. Rozdają publiczności zdjęcia przedstawiające postaci Murzynów: spracowanych mężczyzn ze śladami blizn po uderzeniach bicza, przestraszonych dzieci o wzdętych głodem brzuchach, wynędzniałych kobiet, nie zwracających już nawet uwagi na obecność obiektywu. Widzowie patrzą, patrzą… nieświadomymi oczami. Sytuacja jest sztuczna. Czarnoskórzy pozostają odlegli i obcy. Każdy gest ,,dobrego” białego w stronę afrykańskiego krewniaka, nie przyniósł i nie przyniesie żadnej zmiany, ponieważ zawsze będzie nacechowany piętnem zniewalania. Sytuacja bez wyjścia. Podobnie jak w Ameryce Południowej, jak w powieści Maria Vargasa Llosy[2] , zainspirowanej autentyczną biografią Roberta Casementa. Wspomniani w niej peruwiańscy chłopcy, Omarin i Aredomi, umęczeni pracą dla Peruvian Amazon Company, błagali Casementa, aby zabrał ich do Europy. Tam mieli zdobyć wykształcenie i przyjąć cywilizowany model życia. Niedługo po przyjeździe zatęsknili za domem. Na nowym kontynencie byli traktowani, delikatnie mówiąc, jako ,,osobliwości”. Zrozumieli, że ich wyobcowanie powiększa się z każdym krokiem oddalania od domu. A dom, powoli stawał się białą plamą. To gorzko-zabawny paradoks. Afryka – puste, nieznane miejsce na europejskiej mapie (tak widział ją młody Marlow z ,,Jądra ciemności”), znikała z niej ponownie, ale tym razem inaczej. Ostatecznie.

Joseph Conrad, autor ,,Jądra ciemności” (kanwy przedstawienia), był w Kongu. Widział kontynent afrykański na własne oczy, spotkał jego mieszkańców, dotknął tajemnicy natury. Natomiast co Szymon Kaczmarek – reżyser spektaklu, aktorzy czy publiczność, tak naprawdę wiedzą o Afryce…? Tylko tyle, ile ona  sama współcześnie przed nami odkryje.

figurki

Niewielka przestrzeń ,,Pokoju Becketta” (eksperymentalna mała scena Teatru im. S. Żeromskiego). Na scenie duszna atmosfera. Ciemna podłoga i ściany spowite w świetle. Po lewej stoi współczesny Marlow. Typowy niedoświadczony Europejczyk, wybierający się na urlop, do egzotycznego kraju. Blady jak kartka papieru, w okularach w grubej oprawie, z fałdą tłuszczu na brzuchu, o gładkich, nieskalanych wysiłkiem fizycznym, dłoniach i zaczerwienionych od ślęczenia przy komputerze oczach. Zestresowany pracą, codziennym wyścigiem szczurów, zmęczony zapachem spalin, pragnie powrotu do natury. Afryka jawi mu się jako raj rodem ze sprzedawanych na straganach pocztówek, albo atrakcyjna kraina reklamowana w każdym biurze podróży. Mężczyzna marzy o prostym odpoczynku, popijaniu drinków na plaży, słuchaniu szumu morza, towarzystwie pięknych, ciemnoskórych tancerek.

Podczas gdy Marlow wygłasza swój prymitywny monolog, w rogu sceny, światło wydobywa postać siedzącego młodego mężczyzny. Z jego twarzy bije niezwykła łagodność. Obok stoi wiaderko oraz figurki żyraf, nosorożców, słoni. Chłopak ostrożnie, jakby z namysłem, zanurza kolejne zwierzątka w białej farbie i układa przed sobą. Czy jest on jednym z mieszkańców Konga, zagubionym w świecie nowoczesnego miasta? Jeśli tak, to dlaczego reżyser zlecił tę rolę aktorowi o jasnej karnacji skóry? Może chciał zwrócić uwagę widzów na motyw niszczycielskiej działalności Europejczyków na afrykańskim kontynencie? Mieszkańcy Czarnego Lądu, niczym oblani białą farbą, nie mogąc wytrzymać uczucia wyobcowania, znikają. Niektórzy z nich usiłują walczyć. Niestety są z góry skazani na porażkę. W XIX a także XX wieku za wszelkie przejawy buntu, czekały ich tortury, utrata córek i żon porywanych do domów zakładniczych, albo zwyczajnie śmierć na miejscu. Dlatego też, pozostali przejmowali europejskie nawyki, zawierając pakt z białym diabłem. W scenie gdy Marlow, ,,smażąc” spragnione słońca ciało, wyleguje się na ręczniku, murzyński chłopiec proponuje mu masaż stóp. Bohater pomimo oporów, w końcu godzi się na tę usługę. Robi się przyjemnie. Mężczyzna po raz pierwszy od wielu lat, może się naprawdę zrelaksować, zapomnieć o kłopotach, odpłynąć myślami daleko poza ściany biura, domu, miasta. Nagle błogą atmosferę przerywa głos Murzyna: ,,Five dolars, please. Five dolars, sir”. Mężczyzna wpada w szał. Nie wiedzieć czemu, wierzył w bezinteresowność chłopca. Rozrzuca po scenie monety. Czarnoskóry zbiera je gorączkowo, rycząc jak oszalały zwierz. Wygląda to potwornie. Chłopak poznał białych bogów, ich prawa. Czasami wychodzi z niego bestia, czasem człowiek, ale zazwyczaj trwa w letargu, bezmyślnie wykonując rozkazy swoich władców. Sam nawet nie wie, kim jest. Inny od Europejczyków, przestraszony, a może poprzez resztki swojej natury odważny, uwięziony na ziemi, która już do niego nie należy.

Bardzo przejmujący jest epizod, w którym młody Murzyn uczestniczy w wywiadzie telewizyjnym. Po francusku opowiada o swoich doświadczeniach z dzieciństwa podczas wojny Hutu z Tutsi. Ból wspomnień niejednokrotnie przerywa ciąg jego śpiewnie brzmiących słów. Nie może powstrzymać łez. Gdy tylko próbuje wylać z siebie chociaż trochę żalu, dziennikarz natychmiast go koryguje. Najważniejsze są pikantne szczegóły, sensacja, rozgłos. Chłopiec zamyka się w sobie, program zostaje przerwany.

Nie ma Afryki. Marlow przekraczając granicę do Konga, zostaje zmuszony do upokarzającego zdjęcia ubrania, wyrzucenia zawartości walizki oraz dopełnienia najdrobniejszych formalności biurokratycznych. Wszystko wygląda jak idiotyczna maskarada. Po co stwarzać pozory, przejścia ze świata cywilizowanego do dzikiej Afryki, skoro tak naprawdę, żadna granica nie istnieje, różnica tym bardziej. Funkcjonariusz Konga, zdaje się wręcz rozkoszować dręczeniem niewprawnego turysty.

Marlow. Wyobcowany? Inny? Uwięziony? Na pewno zagubiony. Naznaczony ignorancją, zastraszony. Ciemny Europejczyk.

W spektaklu pojawia się również Kurtz. ,,Wytępić całe to bydło”. Jest przesiąknięty najgłębszym odcieniem czerni. To wcielenie ludzkiego zła. Człowiek, który poczuł się bogiem. Pociągająca, a jednocześnie niszczycielska siła. Każdy z nas mógłby stanąć na jego miejscu. I właśnie to przeraża najbardziej. On, który nie pasował do świata, pragnął wzniosłych idei, nie znalazł odzewu. Uwięziony w ścianach własnego ego, pod ciężarem przeświadczenia o swojej mądrości i dobroci, oszalał. Być może miał zdrowy rozum, ale opętaną duszę. Outsider – samotnie wędrował, samotnie panował, samotnie umierał. Na scenę zostaje wniesiona trumna z jego ciałem, a obok niej rzucony kiczowaty wieniec. Jakiś człowiek czyta listy od rzekomych przyjaciół, wielbicieli, rzec by można wyznawców. Pośpiesznie przewraca kartki, w jego głosie przebija ironia, ostatecznie wykonuje zamach i rozrzuca kartki po widowni. Przy Kurtzu pozostaje tylko młody Murzyn, który nieustannie wlewa sobie do oczu krople wywołujące łzy. Nawet teraz, gdy już nie musi służyć, pozostaje wierny. Do tego stopnia zostało wypaczone jego myślenie. Biały ,,odprawiający” ceremonię pogrzebu, przewraca trumnę. Ciało Kurtza wypada bezwładnie na ziemię. Murzyn na tle melodii ,,Light My Fire”[3] , próbuje je podpalić. Jednak zapałki nie chcą wzniecić ognia. Ostatecznie ciska wypełnione nimi pudełka w stronę publiczności, jakby chciał zachęcić widzów, by pomogli mu zgładzić tyrana.

Biały Murzyn i ciemny Europejczyk. Dwa kontrastujące ze sobą paradoksy. Absurd w absurdzie.

Patrycja Ogłaza


[1] Koltès Bernard-Marie, Samotność pól bawełnianych

[2] Llosa Mario Vargas, Marzenie Celta, Kraków, 2011

[3] The Doors, Light My Fire

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s