Krzyk Muncha

Usłyszałem krzyk a więc namalowałem chmury, jak gdyby były krwią, i sprawiłem, że nawet kolory zaczęły krzyczeć.

Edvard Munch

Stoję przed trudnym obowiązkiem rozpatrzenia obrazu pod kątem jego znaczeń ukrytych mniej lub bardziej snadnie, a może bezczelnie wywalonych na wierzch i oczywistych dla oczu nie tylko patrzących, ale i widzących. Zadanie to jest karkołomne z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest fakt, iż z tego nieprzebranego morza przedstawień zmuszona jestem wybrać jedno. Dla prowizorycznego ułatwienia zawężam zakres do jednej kategorii: malarstwo. Drugi powód jest implikowany przez powód pierwszy: analiza dzieła malarskiego nigdy nie będzie stricte naukowa, wyzbyta pierwiastka indywidualizmu z jakim traktuje je osoba „rozkładająca płótno popełnione przez artystę na czynniki pierwsze”. Potwierdza to chociażby pan Michel Foucault swym tekstem o obrazie „Panny dworskie” Diego Velázqueza[1] i z pewnością nie tylko on, a raczej: nie wierzę w istnienie „naukowej interpretacji obrazu”, a może nie chcę wierzyć. Pozostawienie piszącemu miejsca na „własną interpretację” często podobne jest do zaopatrzenia go w materiały do skonstruowania samochodu pułapki wraz z instrukcją. Zapewniam, wykona go skrupulatnie i nie omieszka odpalić. Miałam tu na myśli siebie i w tym właśnie ujawnia się druga trudność – interpretacja może zawieść mnie na skraj interpretacyjnej przepaści, lecz… nie muszę w nią spaść. Istnieje ona raczej jako granica, paląca się w głowie żarówka z napisem: „Uważaj!”.

Po tej wewnętrznej walce dziwnie szybko zdaję sobie sprawę, że zanalizuję obraz, który od długiego czasu jest mi znany i z takich lub innych powodów w pewnych odstępach czasu do mnie wraca. Może sprawia to jego popularność? Po trosze na pewno tak. Nigdy specjalnie nie lubowałam się w nim, ani w większej mierze nie interesowałam się jego autorem. Jednak powraca, a może: krzyk towarzyszy nam zawsze uśpiony lub nie? Czy obraz Edvarda Muncha pt. „Krzyk” faktycznie jest krzykiem?

Zanim zacznę poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie, postawiona jestem przed wskazaniem, który z wielu popełnionych przez Muncha „krzyków” chcę wziąć na „analityczny warsztat”. Wybieram pierwszą, najpopularniejszą wersję obrazu namalowanego w roku 1893 obecnie znajdującego się w Galerii Narodowej w Oslo[2]. Dzieło zostało wykonane w następującej technice: olej, tempera i pastel na kartonie. Jego wymiary to 91 na 73,5 centymetrów, czyli jest dość pokaźnych rozmiarów, jak się okazuje, również w znaczeniu miejsca jakie zajmuje w światowej historii sztuki. Cóż przedstawia? Rozpocznijmy suchą relacją.

Edvard Munch "Krzyk" olej, tempera i pastel na kartonie 91 x 73,5 cm 1893 Galeria Narodowa, Oslo, Norwegia

Edvard Munch „Krzyk”
olej, tempera i pastel na kartonie
91 x 73,5 cm
1893
Galeria Narodowa, Oslo, Norwegia

Na pierwszym planie widzimy postać, której falisty kształt przypomina z lekka literę „S”. Osoba ta ma wytrzeszczone oczy i otwarte usta, a obiema rękami trzyma się za głowę. Ubrana jest w ciemny strój, a na prawej ręce możemy dostrzec coś w rodzaju żółtej, może złotej bransoletki. Informacją dość znaczącą jest, że postać ta nie posiada włosów, ani żadnych cech fizjonomicznych, które pozwoliłyby na jednoznaczne zdefiniowanie jej płci. Postać znajduje się na moście, na którym, na drugim planie, widzimy również zarysy dwóch innych sylwetek ludzkich. Nie możemy również stwierdzić ich płci, ani tego czy idą, bądź stoją. Drugim planem możemy również nazwać wszystko to, co pozostałe na obrazie, czyli wodę i niebo, choć tak naprawdę te dwie sfery przenikają się wzajemnie i tylko zarysy statków czy też łódek pozwalają nam na stwierdzenie, że mamy do czynienia z przedstawieniem wody i nieba. W wielkim skrócie: obraz przedstawia trzy postacie na moście na tle rzeki i nieba. Gama kolorystyczna obrazu zamyka się w oranżu i ultramarynie i ich pochodnych. Autor zastosował płaską plamę barwną w połączeniu z wijącą się linią.

Przejdźmy do analizy znaczeniowej szalenie ważną informacją, że Edvard Munch ekspresjonistą nie był, co nie znaczy, że jego obraz nie jest ekspresjonistyczny, gdyż jest nim z pewnością. Munch, podobnie jak Vincent van Gogh, Odilon Redon, Henri de Toulouse-Lautrec i James Ensor był protoekspresjonistą. W jego sztuce możemy odnaleźć secesję, symbolizm oraz nurt ekspresjonistyczny, który to silnie oddziałał na ekspresjonizm dwudziestego wieku. „Krzyk” jest właśnie jedną z tych prac, które dały początek temu kierunkowi.

Czym jest krzyk? Głośnym dźwiękiem zwykle nie trwającym zbyt długo, powołanym do życia przez człowieka często w wyniku emocji, jest reakcją na nie. Może być niekontrolowany, wynikający z „potrzeby krzyku” lub przeciwnie, „użyty” świadomie. Najczęściej kojarzony z bólem i strachem, może pojawić się w ich wyniku. Istnieje również krzyk z radości, a nawet z nudy, czy też dla rozrywki. Okazuje się, że można wykorzystać krzyk na wiele sposób, przykładowo, wynosząc go do rangi sztuki, co zrobił Munch. Jego nowatorstwo polega na tym, iż obraz jest próbą przedstawienia jednej, autonomicznej emocji, nie osoby, która owe uczucie przeżywa. Próbą moim zdaniem udaną. Dlatego właśnie postać na obrazie artysty jest bezpłciowa, czyli pozbawiona podstawowej tożsamości bycia mężczyzną lub kobietą. Zabieg ten jest aluzją do „natury” emocji, która jest nieuchwytna i uniwersalna. Jak często słyszymy stwierdzenie padające z ust innych: „nie wiem co czuję”? Edvard Munch ukazuje trudność w werbalizacji własnych stanów ducha. Jak można poradzić sobie z czymś czego nie jest się wstanie zdefiniować? Obraz pt. „Krzyk” ujawnia nam się jako dzieło na wskroś ekspresjonistyczne, gdyż realizuje założenia tego kierunku jakim między innymi jest zerwanie z przedstawianiem rzeczywistości w sposób naturalistyczny, zastosowanie deformacji i kontrastu. Postać na pierwszym planie „Krzyku” zdecydowanie zdeformowana o wiele mniej przypomina człowieka niż dwie pozostałe sylwetki. Pejzaż w tym obrazie odrealniony jest zupełnie, to nawet nie szybka notatka z jego obserwacji, a sposób na wyrażenie treści za pomocą kontrastujących ze sobą barw – ciepłych i zimnych niespokojnie „wijących się” po powierzchni obrazu „do tańca” wciągających pierwszoplanową sylwetę. Pejzażowi odebrano rolę tła, bierze czynny udział w „krzyku”, wszak cały obraz zdaje się nim być.

Chyba jedną z najpopularniejszych odpowiedzi na pytanie: „Co Munch przedstawił na swym obrazie pt. „Krzyk”?” jest następująca interpretacja. Osobie na pierwszym planie zagrażają w jakiś sposób dwie pozostałe osoby znajdujące się na moście. Tym bardziej niebezpieczne, bo nieostre, niedookreślone. Pejzaż podsyca napięcie, nie jest bierny. Bohater lub bohaterka tego zdarzenia w wyniku zaistniałej sytuacji (sprzymierzenia się przeciwko niej całego otoczenia, z którego oczywiście nie może uciec) wydaje krzyk. Krzyk zostaje „zatrzymany”, Jacek Kaczmarski w swej piosence nazwał go „krzykiem z niemych ust”.[3] Dla mnie jednak groźną wydaje się być pierwszoplanowa postać, może ona właśnie symbolizuje krzyk? Nieuchwytna jak krzyk, bo bezpłciowa, straszna z wytrzeszczonymi oczami, rozwartą do granic możliwości szczęką. W horrorze z 1996 roku pt. „Krzyk”[4] maska mordercy wzorowana była na „twarzy” postaci z obrazu Muncha. Jacek Kaczmarski w tekście swojej piosenki o tym samym tytule, co obraz Muncha, głównej postaci przydaje żeńską płeć. Jednakże z książki autorstwa Ewy Kuryluk pt. „Wiedeńska Apokalipsa” dowiaduję się o opowiadaniu Muncha, które napisał podczas pobytu w klinice psychiatrycznej w roku 1909 (sic!). „ALFA I OMEGA” opowiada o kobiecie, Omedze, która kopuluje ze zwierzętami, a zrodzone z tych stosunków potomstwo rozszarpuje jej męża Alfę, który wpadł w szał: „zatykając uszy rękami, by nie słyszeć zewsząd wrzasku potomstwa Omegi, biegnie przed siebie”.[5]

Siła obrazu Muncha tkwi między innymi w owej uniwersalności. Widz może wcielić się w dowolną postać znajdującą się na tym obrazie, stać się powodem krzyku, osobą krzyczącą lub samym krzykiem. Występuje tu synestezja – płaski obraz „wywołuje” określone wrażenie dźwiękowe. Ultramaryna kojarzy się z zimnem, może ciemnym niebem. Kontrastuje ona z oranżem, teoretycznie ciepłym, tu jednak również mającym negatywne brzmienie, gdyż zdaje się przypominać płomienie. Zderzenie tych dwóch kolorów budzi niepokój, to jak naprzemienne odczuwanie zimna i gorąca. Moim zdaniem obraz ten jest wyrażeniem obecnego stanu ducha artysty, w którym może zawierać się lęk, samotność, czy rozgoryczenie, niezależnie jednak, od odczuwanych przez niego emocji, swoje zwieńczenie mają one w krzyku. Dla mnie ten obraz jest „po prostu” krzykiem. Krzykiem Muncha.

Agnieszka Wojtyna


[1] Foucault Michel, Słowa i rzeczy. Archeologia nauk humanistycznych, wyd. 1, słowo/obraz terytoria, 2005, Panny dworskie (Las Meninas), s. 17-28

[5] Kuryluk Ewa, Wiedeńska Apokalipsa. Eseje o sztuce i literaturze wiedeńskiej około 1900, wyd. 1, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 1974, Wstęp, s. 13-33

Bibliografia:

  • Crepaldi Gabriele, Schiele i ekspresjoniści, przeł. Łąkowska Dorota, wyd. 1, Warszawa, Arkady, 2006, ISBN 978-83-606-8805-2
  • http://teksty.org/jacek-kaczmarski,krzyk,tekst-piosenki
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Krzyk_%28film_1996%29
  • Foucault Michel, Słowa i rzeczy. Archeologia nauk humanistycznych, wyd. 1, słowo/obraz terytoria, 2005, Panny dworskie (Las Meninas), s. 17-28
  • Kuryluk Ewa, Wiedeńska Apokalipsa. Eseje o sztuce i literaturze wiedeńskiej około 1900, wyd. 1, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 1974, Wstęp, s. 13-33
  • Osińska Barbara, Sztuka i czas: Od klasycyzmu do współczesności, wyd. 1, Warszawa, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne Spółka Akcyjna, 2005, ISBN 978-83-02-09085-1
Reklamy

4 uwagi do wpisu “Krzyk Muncha

  1. Świetny tekst – gratuluję 🙂
    a tutaj jeszcze dodatkowe pole do interpretacji – słowami samego malarza: „Pewnego wieczoru szedłem jakąś ścieżką. Z jednej strony widziałem miasto, z drugiej, pode mną, fiord. Słońce zachodziło, chmury były zabarwione na krwistoczerwony kolor. Usłyszałem krzyk przeszywający naturę, wydało mi się że go słyszę. Namalowałem ten obraz, namalowałem chmury jak prawdziwą krew. Kolory krzyczały.”

  2. Według mnie spacerujący z tyłu to starsze małżeństwo, artykuł skupia się zbyt na analizie samych elemetów składu obrazu nie biorąc pod uwagę tego co sam autor mówił o momencie który skłonił go do malowania, jak podpowiada Artdone w swoim komentarzu do artukułu. Uwazam ze do pelnej analizy obrazu wazne jest i to i to. Munch duplikuje na płótnie uczucie przekazane mu przez nature na niebie tego dnia. Para spacerująca zdaje się nie zdawać sprawy z tego krzyku natury na niebie. Obraz mowi że swiadomosc egzystencji przyczynia sie do obłędu, lepiej jak spacerująca para żyjąc zajmowac się zyciem. Uważam że postac krzyczaca to autor i kazda osoba ktora czuje i ma swiadomosc czucia.

    • Alicjo, cieszę się, że podzieliłaś się swoją interpretacją. Jak słusznie zauważyłaś nie jest to „pełna analiza obrazu”, bowiem coś takiego w sztuce nie istnieje. W nauce prędzej. Nie po raz pierwszy otrzymuję komentarz, iż nie dodałam tego lub owego, a czyż nie najcenniejszy jest indywidualizm w widzeniu rodzący coraz więcej zachwytów i interpretacji?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s